Don’t panic

•1 Luty 2010 • Dodaj komentarz

Boziu boziu… za 28 minut luty , a ja w tym miesiącu nic nie napisałem , nie nakręciłem, nie skręciłem…..

Ale za to obejrzałem , przeczytałem…. no i przede wszystkim kończę kolejną kampanię w H3.

Pierwszy śnieg.

•6 Grudzień 2009 • 1 komentarz

No dres, No stres!

•6 Grudzień 2009 • Dodaj komentarz

Dostałem w prezencie ładne, markowe spodnie dresowe. Mają paski, sznurki, gumki i rzepy. Przydatność poszczególnych elementów nie jest mi bliżej znana. Jak dla mnie, mogłyby to być dwie elastyczne proste rury, zszyte po jednej stronie i zaopatrzone w ściągacz. Jednak marka zobowiązuje i wszelkie innowacje, nawet najgłupsze są pożądane. Mój dres został wyposażony w rzepowy rozporek. Wygląda to tak, że zamiast zamka błyskawicznego, jak to w rozporkach bywa, ewentualnie guzików, jest pasek rzepu. Natomiast zamiast tradycyjnego guzika jest guzik rzepowy, czyli kwadracik rzepu. Cóż za fantastyczny pomysł na doprowadzenie użytkownika do białej gorączki i kompleksów. Już wcześniej rzep był dla mnie ciekawostką dobrą do wykorzystania przy wielu rzeczach, ale nie ciuchach, teraz jestem tego pewien.
Niedziela. Nic nie muszę robić, z nikim się nie spotykam, siedzę w domu i staram się odpoczywać aktywnie, tak by nie myśleć o poniedziałku. Zakładam więc mój nowy, piękny i markowy dres i idę robić coś do żarcia. Po drodze napotykam bieliznę, która odpadła ze mnie wczoraj, gdy szedłem do łóżka. Schylam się żeby ją podnieść, z okolic krocza słyszę przeciągły trzask, prostuję się, a mój dres zgrabnie, niczym tancerka go-go po rurze, zsuwa się z mych nóg.
Kurde… Podciągam dres, zapinam na powrót rzepowy rozporek i ruszam dalej.

Mmmm… dziś zrobię sobie kanapki z pasztetową. Bo lubię. Rozkładam na blacie ścierkę, na niej kładę deseczkę, chleb, masło, wspomnianą pasztetową w zgrabnym flaku, ketchup. Z szafki nade mną wyjmuję talerz i stawiam obok. W między czasie zmieniam zdanie i zamiast chemicznej polewy postanawiam wkroić na kanapkę zdrowego pomidora, którego postawiłem na parapecie w zeszłym tygodniu żeby dojrzał i wygląda już na pełnoletniego. Odwracam się w stronę okna, z okolic krocza dobiega mnie przeciągły trzask, czuję lekkie szarpnięcie i już za późno na reakcję. Przyklejona do rzepa ścierka ściąga na podłogę deseczkę, chleb, masło, pasztetówkę i ketchup…
Kurw….Ja pier…. Ufff… No dobra. Sprzątam i zaczynam od nowa uważając tym razem żeby ścierka nie zwisała z blatu i nie czepiała się rzepa. Z kanapeczkami i gorącą herbatką, siadam wygodnie przed komputerkiem żeby sprawdzić te wszystkie ważne rzeczy, bez których nie da się egzystować. W momencie kiedy zapadam się w fotelu, słyszę znany mi już przeciągły trzask z krocza. A kij z tym. Przynajmniej nic się nie ugniata. Jak to zwykle u mnie bywa, kiedy już wszystko mam opanowane i nic tylko się relaksować, parzę się w usta gorącą herbatą i w dodatku odstawiając gwałtownie kubek oblewam sobie dłoń. Zrywam się z fotela żeby pobiec do zlewu i załagodzić ból zimną wodą. W tym momencie markowy dres zsuwa się na podłogę i krępuje mi nogi w kostkach. Mało co się nie wywracam. Syczę wkurwiony jak diabli. Podciągam galoty jak mały Jasio i pędzę do kuchni.

Kończę śniadanie z poparzoną gębą, dłonią i zły jak osa. Dorobiłem sobie kilka kanapek, bo jakoś ciągle głodny byłem. Wstaje z fotela z kubkiem w jednej ręce, talerzem w drugiej, spodnie oczywiście spadają. Odstawiam naczynia, podciągam spodnie, zapinam rzepowy rozporek, rozluźniam się i słyszę dobrze już znany trzask i markowe spodnie dresowe znów lądują na moich stopach. Moja cierpliwość osiąga punkt krytyczny. Szeptem sypią się kurwy i chuje. Ale jeszcze się powstrzymuję. Podciągam spodnie, wciągam brzuch, zapinam rzepowi rozporek, biorę graty i na wdechu idę zmywać. W  kuchni zapominam się, trzask i dresiwo na ziemi. Nie no, czyżbym miał taki brzuch, że spodni dopiąć nie mogę? Trzymając je mokrą ręką żeby nie zjechały idę do lustra i staję profilem. Patrzę na siebie chwilę…

Nie no! To jakaś paranoja…. Żeby dres doprowadził mnie do takiego stanu. A w cholerę z nim! Do wieczora zostaję w gaciach, a markowe spodnie dresowe z rzepowym rozporkiem dam komuś w prezencie.

Poranek

•2 Grudzień 2009 • Dodaj komentarz

Wczoraj poranek przywitał nas , dla odmiany po deszczach i szarówce, przepięknym słońcem i tęgim mrozem. Siedząc w gaciach w ciepłej pościeli wykorzystałem niecnie  dobre światło:

Przedszkole.

•2 Grudzień 2009 • 3 komentarzy

Dziś Victoria była pierwszy raz w przedszkolu tzw. „apen barnehage”, czyli krótko mówiąc wpadasz z dzieckiem kiedy chcesz i zostajesz z nim na jak długo chcesz, żeby pobawić się z innymi dziećmi. Idea przednia, tym bardziej  , że przedszkola te są darmowe,  lub wrzuca się 15-20 koron do koszyka przy wejściu (więcej musiałem wrzucić w parkometr). Ale mniejsza z przyziemnymi detalami. Byłem , widziałem i zdaje fotorelację :)

Wujek opowiada Victorii to co zapamiętał ze swojego odbytu w przedszkolu…  Czyli z cyklu „Ależ wodzu, co wódz?!”

A poniżej cała reszta bez zbędnych , głupich tekstów…

Historyjka Victoryjka :)

•13 Październik 2009 • 3 komentarzy
No idziemy czy nie...?

No idziemy czy nie...?

Podstawa to smok i pilotka :)

Podstawa to smok i pilotka :)

Jedziemy jedziemy....

Jedziemy jedziemy....

Jak podrosnę też was dam na wyprzedaż...

Jak podrosnę też was dam na wyprzedaż...

Ale zabawne...

Ale zabawne...

Halo... gdzie wszyscy uciekli?

Halo... gdzie wszyscy uciekli?

Kupił byś coś wujek, a nie...

Kupił byś coś wujek, a nie...

Nie puszczę!! Chcę to to różowe!!!

Nie puszczę!! Chcę to to różowe!!!

Hehe... Tata robi jedzonko, a my z mamą obcinamy ;)

Hehe... Tata robi jedzonko, a my z mamą obcinamy ;)

Mniam...

Mniam...

Nie ma to jak usypiająca pacha taty...

Nie ma to jak usypiająca pacha taty...

If any way… One way…

•1 Lipiec 2009 • 1 komentarz

Już dawno nic nie pisałem. Nie ważne, bo nie o tym mam pisać.
W październiku zeszłego roku będąc w pracy, słuchałem Trójeczki. Akurat leciał jakiś koncert ze studia Osieckiej. Zupełnie nie zwracałem z początku uwagi na dźwięki wydobywające się z głośnika, bo i zapowiedziana nazwa zespołu „Budyń i sprawcy rzepaku” niczego mi nie mówiła. Po kilku minutach historia opowiedziana przeplatanymi dialogami, muzyką i dźwiękami budującymi nastrój… No właśnie, ten nastrój wciągnął mnie bez reszty…
Z jakiegoś powodu przypomniał mi się ten koncert i po długich pracach e-archeologicznych znalazłem zapis przedstawienia „Dublin. One way”.

Kiedyś miałem wielki plan… Ale chuj z planem, więc wklejam tu coś co nie moje.
Szkoda że cały zapis, jest poszatkowany na 5cio minutowe fragmenty, ponieważ wyszukiwanie kolejnych części wybija z rytmu. Poza tym obrazy przewijające się na ekranie niczego nie wnoszą, dlatego polecam tylko słuchanie, przy wykonywaniu jakiś niezajmujących czynności (budowanie garderoby teściom zdaje egzamin). Dla ułatwienia wklejam linki do wszystkich części.

Good way…

Cz.1

Cz.2

Cz.3

Cz.4

Cz.5

Coś na rzeczy…

•4 Czerwiec 2009 • 1 komentarz

Znaczenie rzeczy istnieje w nas, nie w samych rzeczach… Idąc dalej natura rzeczy jest właściwie naszą własną…

Obejrzałem „Blow-up” i takie są tego skutki ;)

W przyrodzie nic nie ginie: tracę włosy na głowie, ale zyskuję w nosie i uszach…

•10 Marzec 2009 • 1 komentarz

Po południu…

•4 Marzec 2009 • 2 komentarzy

Tyle do zrobienia, a tak mało czasu…..

A w dupie…. nic nie robię….

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.