Już dawno nic nie pisałem. Nie ważne, bo nie o tym mam pisać.
W październiku zeszłego roku będąc w pracy, słuchałem Trójeczki. Akurat leciał jakiś koncert ze studia Osieckiej. Zupełnie nie zwracałem z początku uwagi na dźwięki wydobywające się z głośnika, bo i zapowiedziana nazwa zespołu “Budyń i sprawcy rzepaku” niczego mi nie mówiła. Po kilku minutach historia opowiedziana przeplatanymi dialogami, muzyką i dźwiękami budującymi nastrój… No właśnie, ten nastrój wciągnął mnie bez reszty…
Z jakiegoś powodu przypomniał mi się ten koncert i po długich pracach e-archeologicznych znalazłem zapis przedstawienia “Dublin. One way”.
Kiedyś miałem wielki plan… Ale chuj z planem, więc wklejam tu coś co nie moje.
Szkoda że cały zapis, jest poszatkowany na 5cio minutowe fragmenty, ponieważ wyszukiwanie kolejnych części wybija z rytmu. Poza tym obrazy przewijające się na ekranie niczego nie wnoszą, dlatego polecam tylko słuchanie, przy wykonywaniu jakiś niezajmujących czynności (budowanie garderoby teściom zdaje egzamin). Dla ułatwienia wklejam linki do wszystkich części.
Wiec, wbrew polonistom, pewnego razu był sobie piekarz. Dlaczego piekarz, zapyta ktoś… A bo ten człowiek zajmował się wyrobem wypieków. I był w tym cholernie dobry. Bułki z makiem zawsze były z makiem. Chałki plecione, a twarzy jego przypruszona mąką. Może dla pozy ale… I umarł, bo wszyscy umierają, chociaż nikt się tego nie spodziewa. Na jego pogrzeb nie przyszedł nikt bo u wszystkich miał długi. Taki los idealistów…. Ksiądz pokropił, grabarze przysypali i wbili kw kopiec krzyż. Spadł deszcz… Świat toczył dalej swój garb uroczy. Ksiądz zjadł na kolację bułkę z masłem. Grabarze razowca ze smalcem. Dramatycznie aczkolwiek constans.
Mam zapalenie jakiegoś mięśnia (i nie chodzi o mózg) i siedzę drugi dzień w domu. Jednego dnia obejrzałem drugi sezon Simpsonów (wiesz jak to jest w takie dni kiedy stajesz się zakładnikiem własnego ciała) i sprowokowało mnie to żeby wydłubać żarty Barta… To na rozgrzewkę. Później zajmę się moim idolem – Boskim Homerem.
Jednocześnie odsmażę trochę to miejsce.
Ps.
No wreszcie MI się udało wkleić tu ten wypot, z niewielką pomocą kuzyna Wojciecha , który mi podyktował zawiły kod, ale to JA go wpisałem